Kryzysy gospodarcze a wiarygodność sprawozdań finansowych

Poszukiwanie źródeł obecnego kryzysu nie ominęło również rachunkowości. Tymczasem ogromne wysiłki związane ze standaryzacją/harmonizacją zasad rachunkowości finansowej skierowane na zapewnienie wysokiej jakości informacji zawartych w sprawozdaniach finansowych – podejmowane zarówno przez Unię Europejską, jak i w ramach londyńskiego IASC/IASB oraz przez amerykańską FASB – trudne są do przecenienia. Wydaje się jednak, że w ciągłej walce organów tworzących standardy o przynajmniej częściowe zaspokojenie stale rosnących oczekiwań środowisk księgowych, finansowych i biznesowych, usiłujących je interpretować zgodnie z literą, a nie z „duchem” prawa, spowodowało ignorowanie fundamentalnej prawdy o standaryzacji zasad rachunkowości finansowej: podstawą oceny standardów – niezależnie od tego, kto je tworzy – może być wyłącznie ich rzeczywisty lub potencjalny wpływ na efektywność rynku. Jednocześnie trzeba wyraźnie podkreślić, że ocena tego wpływu w momencie korzystania z najbardziej nawet wyrafinowanych standardów rachunkowości w procesie sporządzania sprawozdań finansowych nie jest możliwa bez udziału decyzji uznaniowych osób uczestniczących w tym procesie. Wiąże się to jednak z ryzykiem popełnienia błędu, czego przygotowujący sprawozdania finansowe woleliby uniknąć i ukryć się – o ile to możliwe – za parawanem reguł zawartych w standardach. P. Clark, reprezentując Komitet Międzynarodowych Standardów Rachunkowości (przekształcony w Radę Międzynarodowych Standardów Rachunkowości Finansowej w 2001 roku), zwracał na to uwagę wielokrotnie, stwierdzając: „MSR są ogólne ze swej istoty. Staramy się koncentrować raczej na generalnych zasadach niż na szczegółowych regulacjach. Gdybyśmy skupili się na detalach, byłby to opis jednej transakcji. Dla innej trzeba byłoby układać nowe rozwiązania. Bardzo trudno zresztą uzupełniać technicznym opisem powstające dopiero, niestosowane jeszcze w praktyce standardy. (….) Właściwe stosowanie MSR wymaga nie tyle wielu instytucji, co doświadczenia i wiedzy”. Jeśli zasada ta nie jest przestrzegana, wówczas pytanie o sens opracowywania standardów pozostaje otwarte, zwłaszcza w przypadku kryzysu finansowego 2008– 2009?, gdy ma miejsce zakwestionowanie fundamentalnego problemu dotyczącego jakości informacji zawartych w sprawozdaniach finansowych, jakim jest zespół zjawisk określany także w polskiej literaturze mianem Mark-to-Market Accounting. Oznacza to konieczność zwrócenia szczególnej uwagi na systemowe źródła ryzyka użytkowników informacji zawartych w sprawozdaniach finansowych podmiotów gospodarczych i instytucji finansowych. Problem jest istotny tym bardziej, że niewiele osób spoza środowiska rachunkowości i finansów zdaje sobie sprawę czy zwraca na to uwagę, że podstawowe kategorie ekonomiczne, takie jak np. zysk, przychód, koszt, strata, zobowiązania, należności itp. nie mają innego samodzielnego bytu aniżeli ten, który jest wynikiem ich pomiaru w skali mikro, opartego na zasadach przyjętych jako podstawa systemu rachunkowości w danym kraju. Użytkownicy informacji zawartych w sprawozdaniach finansowych mają prawo oczekiwać, że państwo, dzięki instytucjom do tego powołanym, ograniczy możliwości celowego bądź nieświadomego zniekształcania sprawozdań finansowych w procesie ich przygotowania przez spółki poszukujące kapitału na giełdzie. Ograniczenie to leży także w interesie państwa: im wyższa jakość informacji zawartych w sprawozdaniach finansowych, tym wyższa efektywność decyzji podejmowanych na ich podstawie, prowadząca do wzrostu produktywności danej gospodarki dzięki temu, że kapitał trafi a do tych spółek, które potrafi ą lepiej od innych go wykorzystać. Nie ulega wątpliwości, że ryzyko błędnych decyzji ściśle zależy od liczby podmiotów uczestniczących w grze rynkowej na danym obszarze i wpływa bezpośrednio na konkurencję między nimi. Im bardziej zliberalizowane są stosunki gospodarcze, tym ostrzejsza konkurencja, w wyniku której „niewidzialna ręka rynku” eliminuje z gry przedsiębiorstwa nieefektywne, źle zarządzane przez „widzialną rękę menedżerów”. Globalizacja gospodarki światowej sprzyja wykorzystaniu mechanizmów rynkowych w podnoszeniu produktywności całej gospodarki światowej, a nie tylko wybranych jej części, jak to miało miejsce dotychczas. Oznacza to wzrost wymagań pod adresem rachunkowości. Ma to bezpośrednie odniesienie do świata gospodarki towarowo – pieniężnej, gdzie alokacja zasobów materialnych odbywa się za pomocą pieniądza, co oznacza, że bez kapitału nie ma działalności gospodarczej, a system finansowania tej działalności, ma podstawowy wpływ na rachunkowość finansową oraz na sprawozdania finansowe, przygotowywane w ramach ostatniego etapu cyklu rachunkowości. Doceniając znaczenie metody bilansowej w rozwoju rachunkowości, trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że nie stanowi ona – jak to często się uważa – jedynego warunku, od którego zależy jakość informacji w niej tworzonych. Potęga zasady podwójnego zapisu, gdzie podstawowe równanie bilansowe aktywa= pasywa i wszystkie dodatkowe wyprowadzone na jego podstawie są przykładem doskonałej symetrii, nie jest jednak absolutna. Pozostaje bowiem „bezradna” wobec najsłabszego ogniwa systemu rachunkowości, jakim jest wycena bilansowa, która była, jest i będzie polem do nieświadomych, a kiedy indziej celowych lub wręcz przestępczych działań związanych z manipulowaniem informacjami prezentowanymi w sprawozdaniach finansowych – niezależnie od wysiłków podejmowanych przez londyńską IASB czy amerykańską FASB, a także krajowe gremia odpowiedzialne za kształt tego systemu i audytorów badających sprawozdania finansowe spółek podlegających takiemu obowiązkowi. Problem jest istotny tym bardziej, że nie dostrzega go część ekonomistów, którzy rachunkowość kojarzą z nudnymi, prostymi rachunkami niewymagającymi intelektualnego wysiłku, a jedynie wprowadzenia danych do odpowiedniego programu na podstawie jednoznacznych dokumentów źródłowych. Takie przekonanie nie ominęło nawet najwybitniejszych ekonomistów, jak na przykład J.K. Galbraitha, znanego na całym świecie emerytowanego profesora Harvard University, który komentując skandale korporacyjne na początku obecnego stulecia, powtarzał:„Osoby dociekliwego umysłu długo uważały księgowych za ludzi zarazem kompetentnych i uczciwych. W ciągu całego życia zawodowego poświęconego ekonomii jako nauczyciel, autor i niekiedy urzędnik publiczny przeczytałem dziesiątki, może setki sprawozdań finansowych przedsiębiorstw. Żeby niektóre maskowały cichą kradzież – to nigdy nie przeszło mi przez myśl”. Oznacza to, że zamknięcie w „wieży z kości słoniowej”, w której żyją osoby zawodowo zajmujące się wyjaśnianiem świata w przekroju różnych dziedzin nauki, nie ominęło także środowiska ekonomistów. Wskutek tego – nierzadko – nawet trafnemu rozpoznaniu skutków badanych zjawisk nie towarzyszy odpowiednio wnikliwe zidentyfikowanie ich przyczyn, bez czego nie jest możliwe zaproponowanie właściwego rozwiązania problemu. Szczególnie złożonym tego przykładem jest traktowanie systemu rachunkowości finansowej jako zestawu prostych działań arytmetycznych przez większość ekonomistów, także polskich, a określenie „rachunkowość” pojawiło się pierwszy raz w wypowiedziach niektórych z nich dopiero podczas obecnego kryzysu z powodu uznania Mark-to-Market Accounting za jedno z jego źródeł. Świadomość negatywnego wpływu tego zjawiska na instrumenty walki z kryzysami finansowymi była bezpośrednią przesłanką powstania tej książki.

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.